Zabezpieczenie ogniska rdzy w samochodzie

Dzisiejszy wpis oparty jest na doświadczeniach z naszą firmową Hondą CR-V ;). Przy okazji drobnej naprawy zamka trzeba było zdjąć osłonę tapicerską drzwi bagażnika. Po jej zdjęciu okazało się, że najwyraźniej ten model (II generacja CR-V) ma błąd konstrukcyjny klamek przez które z biegiem czasu sączy się woda (nie jest to wina uszczelek tylko samego sposobu w jaki te klamki działają). Finał widać na zdjęciu poniżej – kilkucentymetrowe ognisko rdzy.

 

Drzwi bagażnika Hondy CR-V - bez osłonyDrzwi bagażnika bez osłony – w „okienku” po prawej stronie na dole widać ślady po cieknącej wodzie i zbierające się błoto.

Ognisko rdzy

Ognisko rdzy – na dole przestrzeni w drzwiach.

Nie wyglądało to najlepiej, choć opukanie śrubokrętem pokazało że metal nie został przeżarty przez rdzę i trzyma się nieźle. W obecnym stanie wyglądało na to, że wystarczyło zeszlifować rdzę i nałożyć jakiś środek ochronny. Po kilkunastu minutach szukania w sieci wybór trafił na Brunox Epoxy – jest to środek zabezpieczający ogniska korozji, stosowany głównie na miejsca gdzie nie można zeszlifować całej rdzy (a na to się zanosiło w tym wypadku). Nakłada się go pędzelkiem, a butelka 250 ml to koszt ok. 25-30 PLN. Według tego, co znalazłem na różnych forach internetowych, nie opłaca się brać wersji w spray’u gdyż jest to wersja bardziej rozcieńczona, w dodatku spray trudniej się aplikuje w bardziej skomplikowanych miejscach.

Pozostawał problem usunięcia rdzy – opcja ze szczotką drucianą odpadła niemal od razu – uszkodziłbym farbę ochronną na elementach dookoła. Zardzewiałe miejsce jest dość trudno dostępne i nie dałbym rady sięgnąć tam palcami i docisnąć np. zwykłego papieru ściernego.

Podejście 1: gąbka ścierna.

Dobrym wyborem wydawała się gąbka ścierna – jest na tyle elastyczna iż wejdzie w większość zakamarków i na tyle sztywna, że może być przedłużeniem ręki.

Gąbka ścierna

 

Pod ręką miałem akurat gąbkę o granulacji P80 – już na początku okazało się, że znacznie lepsza byłaby granulacja P60 lub nawet P40 (nie wiem czy gąbki P40 w ogóle ktoś produkuje). 80-ka dość szybko się zapchała, sama gąbka dość słabo zresztą się nadaje do takich rzeczy. Po pierwsze: aby dobrze się szlifowało w tak wąskiej przestrzeni gdzie trudno sięgnąć, trzeba było ją zgiąć na pół co sprawiło że się rozerwała. Po drugie: mimo jako takiej elastyczności nie udało się jej docisnąć wszędzie tam gdzie chciałem.

Gąbka ścierna - po szlifowaniu rdzy

Gąbka ścierna – po kilku minutach szlifowania. Dość szybko zapchała się rdzą oraz rozerwała przy zgięciu na pół.

Podejście 2: włóknina ścierna

Po walce za pomocą gąbki postanowiłem spróbować włókniny ściernej – jak na złość udało mi się dostać jedynie typ ‚medium’ co jako tako odpowiada granulacji P180. Na szczęście konstrukcja takiej włókniny sprawia, że prawie nie da się jej zapchać pyłem, tak więc stwierdziłem, że najwyżej dłużej będę skrobał.

Protip: później już dokonałem odkrycia, iż grubą włókninę ścierną sprzedaje się czasami w supermarketach jako „czyścik” do grilla.

Od pierwszej minuty pracy z włókniną wiedziałem, że wybór jest dobry – raz, że bez problemu można odciąć lub oderwać z arkusza wymagany fragment tak aby zmieścił się we wszystkich zakamarkach i dalej był na tyle gruby aby dało się go dobrze docisnąć.  Zgodnie z oczekiwaniem nic się nie zapychało nawet po intensywnym szlifowaniu – co najwyżej raz na jakiś czas wystarczyło używany kawałek przedmuchać lub otrzepać.

W razie gdyby rdza była w jeszcze trudniej dostępnym miejscu, mam wrażenie że bez większego trudu dało by się taką włókninę przymocować taśmą klejącą do jakiejś rurki albo patyka i sięgnąć jeszcze dalej.

Włóknina ścierna – oderwany na wymiar kawałek z większego arkusza

Po jakiś 5 minutach skrobania, skorodowany element wyglądał już znacznie lepiej:

Za większość rdzawego koloru odpowiadał już tylko pył po szlifowaniu, który bez problemu dało się usunąć bawełnianą szmatką. Pozostało naniesienie już tylko pędzelkiem 2-3 warstw Brunox Epoxy (każda warstwa powinna schnąc przynajmniej godzinę). Biorąc pod uwagę, że ten sam błąd konstrukcyjny dotyczy klamek we wszystkich drzwiach, zapewne wcześniej czy później zabawę trzeba będzie powtórzyć jeszcze 4 razy ;).